Sarbinowo cz.7

W Sarbinowie, wzorem Rokosowa, funkcjonowała również ochronka, którą założył wraz z żoną Zygmunt Czartoryski. Nie postawiono tym razem osobnego budynku, lecz przeznaczono na nią obszerną sień na parterze tamtejszego dworu. We dworze tym od dawna nie mieszkał nikt z rodziny właściciela. Jedynym lokatorem był dawny służący, emeryt Chwiłkowski, który pilnował budynku i utrzymywał go w porządku.
Rolę ochroniarki spełniała jego córka Teodozja. Dla dzieci służby urządzono w sieni amfiteatralnie wznoszące się ławki. Również i ta ochronka wywoływała sprzeciwy i zapytania władz, jak o tym świadczy kilka dokumentów. Pierwsze dwa pochodzą od komisarza Tietzen z Ponieca. Dnia 4 października 1901 roku skierował on do Chwiłkowskiej pismo w języku niemieckim, które brzmi w tłumaczeniu: „Doszło do mojej wiadomości, że pani bez pozwolenia królewskiego rządu uczy w urządzonej tamże szkółce dla dzieci. Już dnia 2 października ustnie zabroniłem pani prowadzanie nauki. Powtarzając to raz jeszcze, ostrzegam, że za każdy dzień i wypadek, w którym by pani udzielała tamże nauki będzie przeciw pani nałożona kara 60 mk względnie 8 dni aresztu”.
Sprawa oparła się o ks. Zygmunta. Wystosował on do komisarza dłuższe pismo, które tu brzmi: „Rokosowo 11 X 01.
Jestem w posiadaniu Pańskiego pisma z Ponieca 4. t. m. do p. T Chwiłkowskiej. W tym wypadku działa ona tylko na nasze polecenie. Dlatego treść Pańskiego pisma bardzo mnie zdziwiła i pozwalam sobie na nie najuprzejmiej odpowiedzieć.
Zanim zdecyduję się przeciw Pańskiemu zarządzeniu udać się na drogę instancji, pragnę spróbować z Panem się porozumieć. Muszę mianowicie przyjąć, że zaszło tu nieporozumienie. Pan twierdzi, że T Chwiłkowska udziela nauki dzieciom, którymi się opiekuje. Nawiasem mówiąc, jest rzeczą smutną że król. urząd w tak ostrej formie grozi surową karą za czynność, która zasługuje tylko na pochwałę i uznanie. Ale p. T Chwiłkowska w ogóle nie udziela nauki. Z uwagi na niestety panujące stosunki zarządziliśmy, by dzieci w ogóle nauki nie pobierały, ani czytania, ani pisania. Zresztą udzielanie dzieciom nauki nie jest naszym zadaniem, lecz szkoły. Naszym celem i naszym obowiązkiem jest tylko, skoro zmuszamy rodziców, by cały dzień, rano i po południu w polu pracowali troszczyć się o to i podejmować kroki, by małe dzieci naszych ludzi nie pozostawiały całkiem bez opieki i dozoru, a to przecież powinno by u król. władz spotkać się uznaniem a nie z nieufnością
Na to jednak, by przez parę godzin pilnować małych dzieci, nie potrzeba przecież żadnych egzaminow ani patentów król.L rządu, na to jest T Chwiłkowska i w ogóle każde uczciwa kobieta dosyć dobra i przez naturę i doświadczanie uzdolniona. Podobnie jak każda matka wychowuje swoje dzieci bez osobnego upoważnienia ze str. Król. Rządu ani nie będąc zagrożona karami przez Król. urzędy. W nieobecności matek pilnuje małych dzieci jakaś kobieta, tu właśnie T Chwiłk. Nadzór sprawuje moja żona. Nauczanie jest zupełnie wyłączone, uważam za tym, że pismo Sz. Pana do T Chw. jest zupełnie bezprzedmiotowe i nie jest dla mnie jasne, co Sz. Pan przez nie miał na myśli. Nie mogę odstąpić od tego, co uważam za swój obowiązek, ale zechce Sz. Pan być pewnym, że było by dla mnie przynajmniej zawsze działać w porozumieniu z Król. Urzędem”.
Ks. Zygmunt występował tu w imieniu własnym i jednocześnie swej żony, która była zapisaną Hipotecznie właścicielką Sarbinową a zarazem opiekunką tamtejszej ochronki. Na przytoczone pismo komisarz odpowiedział już następnego dnia:
„Poniec, 12 X 1901. Odpowiedź na pismo z 11 X 1901.
Każda szkoła - publiczna czy prywatna - bez różnicy jakiemu celowi służy, podlega pozwoleniu i nadzorowi państwa - Cz. II. Tyt. XII ( 2, 3, 4 Ogólnego Prawa Krajowego. Miarodajnym jest dalej co do tego Najw. Rozkaz Gabinetowy z 10 VI 1834 i wydana do niego instrukcja ministerialna z 31 XII 1839. ) 11 tej instrukcji zajmuje się specjalnie ochronkami i dlatego one również podlegają nadzorowi miejscowej władzy szkolnej.
Dlatego muszę na podstawie przytoczonych przepisów moje zarządzenie z 4. bm. w pełni podtrzymać i to dopóty, dopóki W. Ks. Mości nie zostanie udzielone zezwolenie ze str. Król. Rządu na otwarcie ochronki w Sarbinowie, a z drugiej strony p. T. Chwiłkowskiej na prowadzenie tejże.
Przechodząc do dalszej treści pisma W. Ks. Mości, to moje zarządzenie z 4 b. m. w żadnym wypadku nie stanowi szykany, lecz do powinności mego urzędu należy dbanie o to, by prawne przepisy, obojętnie jakiej natury być mogą, były poszanowane. To też i w tym wypadku spełniłem tylko swe obowiązki.
P nadleśniczemu Łukomskiemu zaproponowałem w swoim czasie przejrzenie u mnie odnośnych przepisów i w razie W. Ks. Mość nie była by w ich posiadaniu, stawiam je w celu przeglądu do dyspozycji”.
Korespondencja z władzami została podjęta ponownie dopiero z wiosną 1902 roku. Rządca Sarbinowa Karalus, działając z polecenia ks. Zygmunta, wniósł 1 marca do komisarza w Poniecu podanie o zezwolenie na ochronkę. W odpowiedzi komisarz napisał:
„Do administratora w. p. Karalusa, Sarbinowo.
W odpowiedzi na Pański wniosek z dnia dzisiejszego otrzymuje Pan odpowiedź, że nie jestem uprawniony do udzielenia Panu wzgl. pannie Chwiłkowskiej pozwolenia na otwarcie i prowadzenie ochronki tamże. Ze swoim wnioskiem zechce Pan zwrócić się do Król. Rejencji w Poznaniu”.
Latem sprawa przeszła od komisarza do instancji powiatowej. W podaniu 9 lipca 1902 roku do landrata Luckego ks. Zygmunt napisał:
„Podanie o pozwolenie dla p. T Chwiłkowskiej jako ochroniarki w Sarbinowie.
Wyżej wymieniona została wyznaczona na ochroniarkę w Sarbinowie. Jednakże wykonywanie tego zadania zostało jej zabronione przez komisarza policji z powodu /braku/ zezwolenia ze strony Król. Rejencji w Poznaniu z powołaniem się na § 11 Rozkazu Gabinetowego z 10 VI 1834... W zacytowanym § nie jest wymagane do prowadzenia ochronki zezwolenie Król. Rejencji a jedynie nienaganne obyczaje i higieniczne pomieszczenie. Te warunki istnieją w Sarbinowie i to tym bardziej... że ochronka znajduje się pod specjalną opieką mej małżonki, i że do dyspozycji ochronki stoją zarówno ogród jak i izby w tamtejszym. dworskim budynku mieszkalnym. Upraszamy Szan Pana o udzielenie zezwolenia, o które się tu prosi wzgl. o wyjednanie tegoż w Król. Rejencji”.
Odpowiedź landrata z 23 sierpnia 1902 roku była następująca: „Wniosek z 12. VII 1902 o udzielenie zezwolenia na prowadzenie ochronki w Sarbinowie przez T Chwiłkowskąnie może być załatwiony dopóty, dopóki Król. Rejencja nie zezwoli w ogóle na otwarcie ochronki w Sarbinowie. Niniejszym proponuję Waszej Ks. Mości złożyć odpowiedni wniosek w tut. powiatowego inspektora szkolnego, który powinien poczynić dalsze kroki dla uzyskania zezwolenia Król. Rejencji zgodnie z § 4 isntrukcji ministerialnej z 31 XII 1839 r.Mnisterialblatt 1840 str. 94/. Do wniosku muszą być dołączone: życiorys, świadectwo o wykształceniu, o naukowym i moralnym przygotowaniu kierowniczki, plan zakładu, rysunku opisy przeznaczonych na to pomieszczeń".
Na tym kończą się dokumenty w sprawie ochronki sarbinowskiej. Dalszy bieg spraw jest nieznany. Nie wiadomo, czy uzyskano zezwolenie i czy w ogóle składano dalsze podania. W każdym razie także i ta ochronka przetrwała aż do pierwszej wojny światowej.
 
*  *  *
Pałac w Sarbinowie do 1939 roku posiadał obfite zbiory książek, druków i rękopisów. Pod względem pochodzenia można je było podzielić na trzy grupy:
Pierwszą była spuścizna po Józefie Wybickim, na którą składała się część biblioteki i dokumenty - tzw., Archiwum Wybickiego”.
Do drugiej zaliczała się pozostała część bibliotek po rodzinach zamieszkujących pałac w XIX wieku - Żychlińskich i Rożnowskich.
Trzecią stanowiła ilość druków i rękopisów dotyczących polityki Koła Polskiego w Berlinie i działalności parlamentarnej Romana Czartoryskiego.
Archiwum Wybickiego uległo czysto mechanicznemu podziałowi, gdy majątek przeszedł z rąk Rożnowskich do Czartoryskich. Po prostu Rożnowscy opuszczając Sarbinowo część archiwum zabrali ze sobą. Druga część pozostała początkowo na miejscu. Później, gdy pałac miał być niezamieszkały i zamknięty, zostały przeniesione do Rokosowa, gdzie przez 40 lat przeleżały schowane w biurku właściciela pałacu. Dopiero dzięki staraniom profesora Uniwersytetu Poznańskiego, Adama Skałkowskiego, archiwum zostało odzyskane dla badań historycznych. Powróciło ono do Sarbinowa, gdzie przebywało do 1939 roku. Jego zawartość była różnorodna Obejmowało całe życie Józefa Wybickiego, począwszy od pierwszego posłowania na sejm i konfederacji barskiej, poprzez współpracę z Zamoyskim nad nowym kodeksem praw, Sejm Czteroletni, legiony, Księstwo Warszawskie, a kończąc na czasach pokongresowych
 
 
ROBERT GRUPA
Nowa Gazeta Gostyńska
Nr 43/2006
29 październik 2006

Stronę odwiedziło 158144 osób.
realizacja 2011: studio fabryka